LINKI
Rozne:ARCHIWUM
2010design by gingery
picture from www.pbase.com
Notka o niczym. Tak dla zatrzymania stronki by nie byla zapomniana. Zapomniana.
Przyjazn,dobry temat na gadanie o niczym. Co mozna o niej powiedziec? Zalezy od doswiadczen.
Nawiazywanie przyjazni jest pewnego rodzaju pierwszym zwiazkiem. Spedzasz z dana osoba mnostwo czasu,smiejecie sie,smucicie,wspieracie,jedno za drugiego czasami oberwie,poswieca sie,wraz z czasem jezeli przetrwa,zasady troche sie zmieniaja,ale uklad jest ten sam. W podstawowce gadalo sie,ze to bedzie na wieki,ale jak to z dziecmi roznie bywa,kloca sie ,po godzinie godza,bywaja zagrywki jak wysmiewanie,obgadywanie jakies pierdoly na ktore obecnie nie traciloby sie czasu.
Pewna dziewczyna z druzyny na ktorej chodzilam treningi stwierdzila,ze zmieniam przyjaciolki jak rekawiczki. Czyzby? Coz. Guzik mnie obchodzi jak to wyglada z boku i troche mnie irytuje taka opinia od dziewczyny,ktora przezywa moj szczeniacki komentarz z gimnazjum,ktory palnelam pod wplywem zazdrosci o ..no przyjaciolke. Byla. Zaczne chyba opowiadac o tym jak o bylych"milostkach".
Pierwsza byla w pierwszej klasie i drugiej podstawowki. Przenioslam sie do innej szkoly. Cholera,nie wytrwalo. ^^ Ale bywa spotkanie i usmiechy pod nosem.
Druga to w nowej szkole. Matko swieta ile to bylo przezyc,wymiany pamietnikow,klotni o inne kolezanki,szpiegowania chlopcow,zakladania ksiazeczki z ich opisem ( to ta pewnie slynna lista :D),zakladania zespolu,wysylania pocztowek,tzw.przypalow,debilnych zdjec,wspolnych lez,przezywania rozstan. Na poczatku chodzilysmy razem do klasy,w gimnazjum nas rozdzielono do innych klas,ale co,korytarz wspolny i czas po. Najdurniej wydane pieniadze to jak w gimnazjum kupilysmy sobie po lalce Barbie. Debilizm. Lalka ta byla u mnie do zeszlego roku. Oddalam malej sasiadce,ktora piszczala na jej widok. W gimnazjum jak to w gimnazjum,hormony pracuja i ciagle podoba sie to inny chlopak,konczyny wyrastaja na dlugosci malpich,pod bluzka rodzynki zaczynaja nagle zmieniac sie w cytryny ( czy w inne owoce). Ja mialam chlopaka,wiec czas wolny troche przeszedl na niego,ale problemow nie bylo. W 3 gimnazjum ona zwiazala sie z kolega z mojej klasy ( i tak sa do dzis,gratuluje) i tak wkroczylismy do pierwszej liceum. Wszystko niby dobrze,bylam na dzialce z jej chlopakiem,swoim i dwiema kolezankami. Chlopcy jak to chlopcy,stwierdzili,ze trawke zapala. Siedzieli tak skuci,ze myslalam,ze sama tych odorem zaraz sie zalatwie. Gospodyni w domu,ja z druga kolezanka siedzimy w namiocie,moj szanowny Romeo za duzo miejsca nie daje,a widze,ze kolezanka calkiej w dobrym tez stanie umizguje sie do tamtej przyjaciolki chlopaka,komentarzem dalam do zrozumienia o nagieciu pewnych zasad i wypycham ja z miejsca obok niego gdzie sama siadam,dla wygody i dla odgrodzenia skutego chlopaka tak,ze nie mam pojecia jak trafial w klawiature w komorce. Potem sie dowiaduje pol roku pozniej od swojej przyjaciolki,ze jak smialam jej nie powiedziec,ze podwalalam sie do jej chlopaka. Oczy zrobily mi sie kwadratowe,o co chodzi,rozmawiam ze swoim,ten tez oczy kwadratowe,ze niby kiedy. Okazuje sie,ze szanowny chlopaczek nagadal jakichs debilizmow,bo uwaza mnie tak po prostu za suke. Przyznal mi sie w rozmowie na Gadu,ze klamal jej,nawyzywal i mimo wyslania tej rozmowy do niej nie dalo skutku. Dostalam etykietke "ta zla". Bo sie nasluchala. Moj tez za nia nie przepadal,ze nigdy nie uzywal wobec niej wulgarnego jezyka i nigdy mu nie przyszlo do glowy nas sklocic. Po kolejnych paru miesiacach staralam sie dzwonic,naprostowac,prosic,przepraszac (nie mam pojecia za co),ale tylko uslyszalam : przeciez nie jestesmy w podstawowce by sie nazywac przyjaciolkami. Dorosla... Ten najdluzszy zwiazek zakonczyl sie hukiem i moim ogolnym obrzydzeniem.
Trzeci niech bedzie mezczyzna
Chodzilismy do rownoleglych klas w podstawowce,a w gimnazjum do jednej. W pierwszej nienawidzilismy sie,ciagle docinki i swinie. Jakas impreza,wspolny spacer,nawet zauroczenie bylo (buahaha),blisko mieszkamy,wiec ulatwione spotkania. Dogadalismy sie i jakos poszlo. Wspolne filmy do pozna,nocowania,imprezy,plotki,wyciaganie (glownie mnie) z klopotow,wycieczki rowerowe,glupawki,pisanie za siebie sms'ow. Wszystko przeszlo. Mielismy wielkie dwie awantury,ta druga zakonczyla nasza znajomosc. Pierwsza to jak bylam ze swoim pierwszym chlopakiem,na ktorego punkcie bylam mocno przeczulona. Uslyszalam,ze Ci wszyscy z blokow to nic nie osiagna,ze to takie osiedlowe zycie tylko itd...Taki sens slow. Tak sie najezylam,powiedzialam,ze wiekszosc z tych osob ma wiecej talentu niz niejedna z tych domkow,ze to,ze ktos jest z takiego a takiego domu nie skresla go na cale zycie itd..doszlo do takiej awantury,ze sie pozegnalismy,chyba nawet mu wychrzanilam na ziemie jakies drogie okulary.
Niecaly miesiac pozniej chyba pod wplywem wspolnego impulsu zdzwonilismy sie na spacer,wyszlismy i nie bylo juz zlosci i docinek,kazdy kazdego zrozumial argumenty i to byl w ogole jeden z milszych spacerow. Chodzilismy razem biegac rano o matko,to trzeba bylo byc zdesperowanym by wstawac o tej godzinie przed szkola,pozniej zazwyczaj robilam herbate taka cytrynowke,on szedl po swojego psa i wychodzilismy ze swoimi psiakami i z kubkiem w rece na spacer sobie gadac. :)
Nie raz i nie dwa mowilam mu gdy mialam klopot ze swoim chlopakiem,a gdy zaczely sie nasilac,nasilaly sie odpowiedzi: powinniscie sie rozstac,powinnas odejsc,to juz Twoja decyzja itd.. Zmierzajac do czwartego rownoleglego zwiazku:
z dziewczyna trzeciego zaprzyjaznilam sie w liceum,chodzila ze mna do gimnazjum ale jakos nie bylo okazji sie blizej poznac. Styknelysmy sie na ich balu gimnazjalnym jak przyszlam jako absolwentka. Jak ja poznalam nie byla z nikim. Trzeciego blizej poznala u mnie na grillu. Ta bila wszystkich na glowe. Ja moglam czytac ksiazke ona siedziec przy komputerze i nigdy sie z nia nie nudzilam. Moglam wyjsc z jej psem,pomoc jej sprzatac,pojsc z nia do sklepu,na rolki,do Maca,na jej prawo jazdy i zawsze sie z nia bawilam. Co by sie nie dzialo. Najlepsze to byly z nia nocowania,zakochala sie w trzecim,a ja tez juz mialam w glowie kogos. Rozmawialysmy w nocy jakby to wygladalo gdyby. Jak mialo mi cos pomoc to ona sciagala wine na siebie i na odwrot. Jak sie czegos dowiedzialam o niej lub ona o mnie mowilysmy sobie bez tekstow: tylko prosze nie mow,ze Ci powiedzialam. Chcesz powiedziec to mow jak ma Ci to pomoc. Na zasadzie mam Ciebie to po co mi inni.
Akceptowalam cala ja i wszystkich jej wokol i na odwrot. Martwilam sie jak cos jej nie poszlo. Proponowalam czy nie pojechac na egzamin,bo moze bedzie razniej.Zainteresowanie nie tylko jak jest dobrze,ale jak tez jest cos do zrobienia. Zaufanie. Trzeci z czwarta w koncu po dluuuuuuuuuuuugiej batalii zaczeli w koncu funkcjonowac jako para. No i sie zaczelo zmieniac.
Pierwsza zasada jak sie przyjaznisz z dwiema osobami blisko wysluchaj jednej,wysluchaj drugiej ale sie nie wtracaj. Nigdy przenigdy. Jak juz sie pogodza to tej osobie najbardziej dostanie sie po glowie a nawet straci przyjazn z obu stron.
Ja zrobilam blad,ze okreslilam strone po ktorej jestem i w ogole,ze dalam sie podpuscic. A w danej awanturze stanelam po stronie trzeciego. Stanelam murem mimo,ze tez chrzanil glupoty,ale mial sporo argumentow i rozumial co zle zrobil. Czwarta nie rozumiala bledow. Bolalo i mnie,mimo nie tyczacej sie mnie sytuacji. Najdurniej kiedy jednoczesnie chce sie spotkac z Toba i jedna i druga strona w tym samym momencie. I z jednej strony powinno sie chciec wysluchac i pomoc a z dugiej racjonalnie myslac miec w dupie. Na czas ich klotni w dupie.
Na szczescie sprawa rozeszla sie po kosciach i trzeci z czwarta stali sie sobie oddanymi do reszty golabkami. Ulga niezmierna ,bo bateria w telefonie zaczela sie wrecz topic,a klawiatura stala sie jej marna wklesla imitacja. Najlepiej to jak przejde do wielkiego bum.
Poczatkiem bylo rozstanie ze swoim pierwszym chlopakiem dla obecnego. Czwarta gratulowala,ze w koncu sie zebralam a trzeci nagle wielce oburzony. Jak smialam tak zrobic,ze zachowalam sie jak suka itd..Oczy moje wielkie: no ale mowiles,ze mam to zrobic. A on: no tak ale..
No kurwa,czlowieku jakie ale?! Pytam sie go,a wiesz co on zrobil mi? Dlaczego w koncu po ponad 4 latach chce odejsc? Malo sie nasluchales? A slyszales co on nagral i jakie posmiewisko zrobil ze wszystkich? Na te pytanie dostalam odpowiedz: nie bede sie wtracac,...ALE jak moglas..srutututu..
Pieprzona hipokryzja. Dupe sobie obrabiali niemilosiernie. Rozmawiam z czwarta o tym,ta stoi murem. Wiele osob rozumie moje powody,nie pochwalilo sposobu,ale tez murem.
Przyjazn,cudowne zjawisko. Myslalam,ze polega na tym,ze jak odpierdzieli jedno cos to drugie bedzie go bronic przed ludzmi,a na boku opieprzac jezeli mu sie nie podobalo zachowanie. Wsrod ludzi wspierasz,ewentualnie na pozniej zostawiasz sugestie by nie osmieszac Ci bliskiej osoby.
Dostalam odpowiedz,ze nie lubi sobie robic klopotow i on nigdy nie stanie po niczyjej stronie. I razem z tym zmierzam dalej.
Umowilismy sie ktoregos dnia ja,obecny,czwarta i trzeci na ognisko w Powsinie. Na poczatku umowilismy sie pod domem obecnego,ze nas zabiora samochodem i razem pojedziemy. Dzwonie o konkretnej godzinie i dowiaduje sie,ze zmierzaja na przystanek,bo jednak nie jada samochodem. Mala nuta irytacji u mnie,slysze bysmy sie na przystanku spotkali,mowie,ze nie wyrobimy sie,ze chcemy film dokonczyc. Ze za godzine bedziemy tam dopiero. Dobrze. Ruszylismy sie troche wczesniej,ale pech chcial,ze autobus nie przyjezdzal. Bylo pozno juz,probuje dodzwonic sie do jednego,drugiego,zadne nie odbiera. W koncu dojechalismy po jakichs 2 godzinach. Z ich strony zero odzewu,czy calo dojechalismy,gdzie spotkamy sie. W koncu udalo sie dodzwonic,kieruje dziwnie jakby zadne nie moglo wyjsc. Czwarta wstawiona,trzeci jeszcze w miare,ludzie gadaja,ale malo kogo znam,a poza tym musialam wrocic do domu sie uczyc.Z czwarta nie porozmawialam przez caly czas mojej obecnosci,nie zwrocila tez uwagi na to,ze krzycze sie pozegnac. Stoimy na przystanku i dzwoni telefon moj. Znajoma rownie wkurwiona jak my,dopiero co dojechala ze swoim chlopakiem,mowi,ze brak kontroli przy tym ognisku,ze nikt nie zwrocil uwagi na to,ze nas nie ma a co najsmieszniejsze,czwarta w ogole nie wiedziala,ze poszlam. Znajoma mowi,zebysmy poczekali na przystanku to nas zgarna. Tak zaczela sie znajomosc z piata,obecna i mam nadzieje,ze ostatnia.
Nastepnego dnia probowalam wyjasnic trzeciemu,ze czulam sie bardzo nieswojo,ze chyba troche nie panowali nad tym co zorganizowali i jest mi przykro,ze z ich strony w ogole nie bylo cienia zainteresowania czy dojechalismy calo i zdrowo,ze nie bylo jakiejs wzajemnej odpowiedzialnosci. Uslyszalam : Oj Kaska przestan,bylo tyle osob,my nie bedziemy wszystkich pilnowac. Stwierdzilam,ze moze czwarta zrozumie o co biega.
Uslyszalam to samo co zabrzmialo w jej ustach tak nienaturalnie i dopiero dostrzeglam jak sie zmienila.
Wkurzona podnioslam glos i mowie,ze jak kurwa nie panuje to niech nie organizuje czegos takiego,bo to brak odpowiedzialnosci,bo ona nawet nie zauwazyla,ze mnie nie ma i Adriana,nie zwrocila uwago na to,ze piata ze swoim byli i pojechali,ze to nie tylko ja mam problem jako stara znajoma.
Myslalam,ze zrozumiala o co mi chodzi,bo wytlumaczyla w koncu cos a rozmowa poszla dalej,odprowadzilam ja do trzeciego,a ja poszlam sie uczyc. Pozniej sie widzialysmy przed moja matura,zapytalam sie czy moze moglaby ze mna pojechac na ta pierwsza,bo sie stresuje strasznie,jaaasne jaaaasne zadzwonie. I co i nic. Od Powsina trzeci sie nie odzywa. Myslalam,ze ma kupe roboty. Po maturze tez nic,zero zapytania jak poszlo itd.. W czerwcu dzwonie: no i czemu sie nie odzywasz? - a kto mowi? -to Ty juz swoich przyjaciol nie poznajesz? - aaa..pewnie Kasia. - Brawo,moglbys mi wyjasnic co sie dzieje,czemu sie nie odzywasz? - to chyba Ty powinnas mi sie wytlumaczyc,potym jak nakrzyczalas na czwarta i po tym jaka mi wyslala rozmowe na Gadu. - ZE KURWA CO?! Mam Ci sie tlumaczyc z mojej klotni z czwarta?! A co Ci do tego?! I jaka rozmowe na gadu??? Przeciez ja z nia niczego nie pisalam.
Myslalam,ze telefon rozsadze. Jaka rozmowa na Gadu,nakrzyczalam? A co mu kurwa do tego? Po chuj sie wtraca jak to nie jego sprawa?! I jeszcze sie na mnie obraza za to??? Czy jak ja sie z nim kiedykolwiek sie poklocilam to ktos sie wtracal do naszych klotni??? Czwarta jezyka nie ma,adwokat jej? Co ona mu nagadala?! To on teraz bedzie wielki bohaterski obronca jak w sytuacji kiedy powinien gowno zrobil? Zachowal sie jak tchorz i hipokryta? Do tej pory zachowuje sie tak zachowuje. Przeciez to moja sprawa z czwarta,to sa nasze prywatne klotnie,jak ona mu to przedstawila,przeciez jak ja odprowadzalam do niego to bylo w porzadku nic nie powiedziala,ze czuje sie pokrzywdzona,smutna kurwa cokolwiek.
Pisze jej sms'a,ze dziekuje jej za klamstwa apropo trzeciego. Pisze a potem dzwoni,ze nie wie o co chodzi,ze on musial jakos to podkoloryzowac. No ale z czegos musial to podkoloryzowac i za cos musial sie wsciec,ze po tylu latach za pstryknieciem skresla osobe ze swojego zycia.
Tak mnie rozsadzalo ale stwierdzilam,ze jak on tak sie zachowuje ja tym bardziej,ja potrafilam sie przyznac do bledu,potrafilam sie okreslic i staralam sie go nie zawiesc. Nie potrafil sie wtracic w klotnie miedzy osobe ktora ma w dupie a osobe dla niego rzekomo wazna,a wtraca sie w sprzeczke miedzy dwiema babami? Tak sie rozniosla z hukiem kolejna znajomosc. Pisalam na swieta,ale nawet nie odpisal,raz - kto pisze. Nie wyciagnal reki na zgode w swieta ani nawet jak spotkal na ulicy. Nie wyciagnal,bo po co,ma nowych znajomych,ludzi latwo mozna zastapic nowymi.
Z czwarta umarlo smiercia naturalna. Rzekomo cos jej dolega,wiecznie zmeczona,zajeta,przeprasza,obiecuje po czym nigdy nie dotrzymuje. Problemy z tym tamtym,ale nigdy nie zadzwoni sie wyzalic,pogadac,nie napisze esa,ze jest jej zle jak kiedys,nie napisze na przerwie,jak sra,jak czeka,bo nie ma czasu. A tu widze nowe zdjecia z imprezy (na ktora jej sie nie chcialo strasznie isc,bo byla zmeczona),a tu z pubu,a tu jeszcze cos innego. Ale poszla! Miala zadzwonic bysmy na spacer z psem poszly,mija drugi miesiac. Spotkala obecnego,podwiozla i gada,ze trzeba sie spotkac,trzeba. A moze w koncu pomysli na zasadzie,ze chcialaby a nie,ze trzeba - ze jej brakuje.?A moze wpadnie na chwile,na herbate,sok kurna wode z kranu? Moze,moze. Wszystko jest kwestia decyzji. Wszystko. To jest decyzja trzeciego,czestego niegdys goscia w moim domu,ktorego mojego Mama uwielbiala,ze teraz jej nie przywita,uda,ze nie widzi,jak to mnie ostatnio na przystanku,lub mojej siostry nieraz. Zwykle Dzien Dobry lub Czesc nie pozostawia niesmaku,a moze jest dobrym powodem by zapomniec,wyjasnic- do rozmowy ktora czasami sie odwleka,jest glupio,jest niechec,albo po prostu dac dowod przynajmniej,ze jest sie dobrze wychowanym. To decyzja czwartej,ze nie powie raz nowej grupce,sluchajcie tym razem sie z Wami nie spotkam,mam ochote na stare dobre spotkanie i glupie dowcipy. Jej decyzja,ze raz zrezygnuje z jednej rzeczy,osoby na rzecz drugiej. Niektorzy potrafia nawet obie polaczyc.
Moga wynikac rozne sytuacje,ale to wszystko jest zalezne od naszych decyzji. My decydujemy jak chcemy kochac druga osobe. Czasami bywa,ze nie mamy juz sily w zwiazku,ale w przyjazni? Dobrze,miec przyjaciela w zwiazku. To duze szczescie.
Im wiecej ludzi wokol,tym trudniej trwale cos zwiac,ja na przyklad nie lubie dzielic uczuc na takie drobne.
Przyjaciele to sa osoby,ktore kochaja niezaleznie od okolicznosci. Mozna ich nazywac jak ktokolwiek chce - ukladami,relacjami,zwiazkami ale sens bez wzgledu czy jestesmy w podstawowce czy w doroslym zyciu,sens tego jest ten sam.
Mialam przez jakis czas cos takiego jak bylam z poprzednim chlopakiem,bylo wokol mnie mnostwo znajomych,rzekomych przyjaciol lacznie z nim.
A i tak czylam sie samotna.
Kiedys ktos to wszystko rozumial.
Mam kartke z misiem a w niej : Przyjaciol kochamy dla ich wad.